Alternatywne życie? Czyli wpływ seriali na oglądających
Chyba wszyscy zdążyli już przywyknąć do faktu, że na antenach praktycznie wszystkich stacji telewizyjnych, zarówno tych prywatnych jak i publicznych, jest pełno wszelkiego rodzaju produkcji z gatunku seriali, o bardzo różnorodnej tematyce, tematyce praktycznie każdej porze, a w szczególności w najlepszych czasach antenowych. Obecnie częściej emitowane są najnowsze seriale niż kinowe hity, przyciągające tłumy przed ekrany. Ale skoro stacjom taki proceder się opłaca, możemy wnioskować, że ktoś i to w całkiem pokaźnej ilości, te produkcje musi oglądać. Cóż więc jest takiego w tych zarówno rodzimych jak i zagranicznych produkcjach, że widzowie porzucają na długie godziny dziennie własne życie na rzecz tego sztucznie wykreowanego? Może właśnie to, że jest…sztuczne? Zasiadając przed ekranem telewizora i oglądając to, co dla nas przygotowana z całą pieczołowitością, pozostawiamy nasze własne życie w stagnacji, odrywamy się od tego, co nas na co dzień ogranicza, zajmuje i przytłacza. Wszystkie troski pozostawiamy gdzieś obok, pozwalamy sobie wejść, w świat, którego często chcielibyśmy być częścią. Często możemy się także spotkać z sytuacja, kiedy to oglądający szukają w tym co widzą na ekranie analogii do własnego życia, szukają tam rozwiązań, odpowiedzi na pytania, które w realnym życiu są dla nich zbyt skomplikowane, by na nie odpowiedzieć. I tutaj właśnie można upatrywać przyczyn niesłabnącej popularności seriali z grona tzw. „tasiemców”. Zwyczajni bohaterowie, niekończące się perypetie, problemy „z życia wzięte” i ich niekończące się konsekwencje, sielankowe obrazki, jednym słowem „prawdziwe” życie w pigułce. Może właśnie dlatego, że w tej sztuczności wyreżyserowanej ekranowej rzeczywistości jest zawarty element tego, co spotyka każdego gdzieś, kiedyś, ludzie wciąż chcą oglądać te często kosztowne a mało ambitne produkcje. Może to właśnie one pozwalają poczuć przez chwilę to, czego niektórym z różnych przyczyn, nie jest dane przeżyć w realu? Trudno wyrokować. Faktem jednak jest to, że niektórzy widzowie bardzo dosłownie traktują to, co widzą na ekranie. Wzuwają się w przedstawiane sceny tak bardzo, że gdzieś gubią granicę pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co udawane. Media co chwilę donoszą o tym, jak to serialowi aktor dostał przysłowiową „wiązankę” niepochlebnych słów, za to, że w serialu zdradza żonę z jakąś tlenioną blondyną. Świat seriali wciąga szybciej, niż nam się to wydaje. Scenarzyści, szczególnie ci lepiej opłacani, wiedzą co zrobić, by widz nie mógł się doczekać kolejnego odcinka, by przez kolejny tydzień odliczał dni, godziny i minuty do emisji następnego odcinka, do rozwiązania kryminalnej zagadki, do spektakularnej ucieczki przed policyjnym pościgiem, do przyłapania na zdradzie etc. Z racji dość pokaźnej ilości seriali na rynku obecnie, rzesze fanów są nieco mniejsze, ale starsze pokolenie pamięta, jak to było, gdy w telewizji wyświetlano jedną brazylijską telenowelę, a całe miasta zasiadały wtedy przed ekranami, płacząc razem z głównymi bohaterami, dzieląc z nimi ich radości i smutki, nie ważne jak wiarygodnie udawane. Warto się jednak zastanowić, co by było gdyby seriali nie było w ogóle? Czy to sprawiłoby, że wszyscy zajęliby się tylko i wyłącznie własnym życiem? Wątpliwe. Taka już widocznie nasza ludzka natura, że lubimy uciekać przed tym, co nas otacza, w książki, gry, muzykę, więc dlaczego by nie w seriale?
