Kina
Zapewne nikt z nas nie zastanawiał się nigdy, jak ważną rolę w jego życiu mogą pełnić kina. Są pobudowane, wyświetlają filmy, więc warto by do nich pójść i obejrzeć coś nowego. W sumie jest to prawda, lecz należy się nad tym zastanowić troszeczkę głębiej. Kino zaliczamy do pewnego rodzaju sztuki widowiskowej zamieszczonej na wideo bądź taśmie filmowej. Aktorzy w nim przedstawiają swe role dla widowni, często też nagrany jest obraz ruchomy z podkładem dźwiękowym lub bez. Najczęściej jednak ludzie kinem nazywają sam budynek, w którym wyświetlane zostają przeróżne filmy. Jednym z problemów widzów jest zbyt duża cena biletów wstępu. Nie podoba się to ludziom i postanawiają nie chodzić tam wcale. Administracja zastanawia się, jak można rozwiązać ten problem, dochodzi do milionów refleksji. A może ferment na rynku wywołałaby wojna cenowa? Gdyby nagle któraś z sieci doszła do wniosku, że opłaca jej się zaoferować znacznie tańsze bilety? Taki przypadek zdarzył się niedawno w Estonii. Ceny biletów należały do najwyższych w regionie. Jesienią ubiegłego roku dwa duże multipleksy w stolicy kraju, Tallinie, rzuciły rękawicę niemal monopolizującej krajowy rynek kinowy sieci ‘Finnkino’. W wyniku błyskawicznej burzliwej wojny cenowej ceny biletów w Finnkinie spadły o 45 procent! Jak widzimy, rywalizacja pomiędzy administracjami była i jest nadal. Toczą się ciągłe wojny i sprzeczki o pieniądze, a przecież nie są one najważniejsze w życiu człowieka. Przedsiębiorcy wpadli na pomysł promocji, jednak i to odbiło się dla nich negatywnie. Promocje się nie sprawdzają i nie opłacają, a nawet odchodzi od nich cały świat. We wszystkich kinach, w jakimkolwiek kraju po prostu nie ma superpromocji. W dzisiejszych czasach wojny cenowe powoli się uspokajają, jest już ich tak mało, że można powiedzieć, że praktycznie nie istnieją. Administracja stwierdziła, że byłaby to zabawa na krótką metę, która w zupełności wykończyła by wszystkich. Ceny biletów w kinach na całym świecie są praktycznie wszędzie takie same. Wynika to z biznesowej kalkulacji i przemyśleń. Możemy stwierdzić, że Polacy rzadko kiedy chodzą do kin, nasza frekwencja w porównaniu do Europy jest bardzo mała. Kina muszą popisywać się tytułami, by przyciągać tłumy i zarabiać większe pieniądze. Jednak chęci chodzenia do kin, niestety nikt nam podarować nie może. Wskaźnik frekwencji Polaków w kinach równy jest 1, podczas gdy średnia dla Unii Europejskiej przekracza 2,5. Wskaźnik ten określa stosunek liczby mieszkańców kraju do ilości sprzedanych biletów do kina. Polska może czuć się zawstydzona tym wynikiem, w innych krajach, w których chodzenie do kina staje się nawykiem lub tradycją (jak Hiszpania czy Francja) wskaźnik wskazuje wartość około 5. Biznes kinowy nie polega na jednorazowym skubnięciu klienta na kasę, tu chodzi o to, by ludzie wyszli zadowoleni i powrócili powrotem. Dobre kino łatwo się promuje, rzecz jest także w rozbudowie sieci kin. Lekko licząc 30 procent Polaków nie ma dostępu do premierowego kina, bo jest za daleko od ich domu a dojazdy też są bardzo ciężkie. Ludzie twierdzą, że potrzebne są inwestycje w mniejszych miastach, a czas inwestowania nie sprzyja obniżkom. Kina ambitne to zupełnie inna zabawa. Po pierwsze proponują filmy niewchodzące do masowej dystrybucji, po drugie dostają z reguły spore dotacje od resortu kultury czy samorządów. Człowiek jednak nie musi się przygotowywać ani starać idąc do kina, wchodzi na gotowe, pracownicy oferują mu szybką rozrywkę w komfortowych warunkach. Nie jest to warte 20 złotych?
